wojtekwojtczak

Estetyka jutra w obiektywie i kadrze.

Wiadomość

Architektura kosmiczna: jak projektuje się habitaty w warunkach mikrograwitacji

Jak donosi Architektura-murator, projektanci habitatów kosmicznych pracują nad przestrzeniami, w których podłoga i sufit to ta sama płaszczyzna, ściana może mieć grubość kartki papieru, a cały…

Architektura kosmiczna: jak projektuje się habitaty w warunkach mikrograwitacji

Tu podłoga może być sufitem, a budynki drukuje się w 3D z lodu. O architekturze kosmicznej

Jak donosi Architektura-murator, projektanci habitatów kosmicznych pracują nad przestrzeniami, w których podłoga i sufit to ta sama płaszczyzna, ściana może mieć grubość kartki papieru, a cały budynek da się wydrukować w 3D z lodu. Brzmi jak science fiction, ale to bieżąca robota kosmicznych architektów, których koncepcje coraz częściej powstają też w Polsce. Dla nas, ludzi od światła plenerowego, to ekstremalny przypadek graniczny: co się dzieje z architekturą i światłem, gdy wszystkie nasze przyzwyczajenia po prostu przestają działać.

Kosmos to najgorszy plener świata

W próżni nie ma horyzontu ani nieba w naszym rozumieniu. „Dzień" i „noc" to umowa, nie fakt. Na Księżycu czy Marsie nie ma atmosfery, która łagodziłaby kontrast, rozpraszała cienie albo koloryzowała zachody. Każda powierzchnia jest potencjalną podłogą, sufitem i ścianą jednocześnie – bo w mikrograwitacji astronauta nie wie, gdzie ma górę, a gdzie dół. Luisella Giulicchi, project manager Lunar Gateway w ESA, tłumaczy w rozmowie z redakcją, że projektanci muszą wbudowywać czytelne wskazówki wizualne i dzielić wnętrze na strefy funkcjonalne – bo inaczej załoga po prostu nie odróżni, gdzie jest, od tego, gdzie powinna być. Moduł I Hab, w odróżnieniu od stałych segmentów ISS, musi pomieścić kwatery załogi, stanowiska pracy, przestrzeń do ćwiczeń, punkt medyczny i tymczasowy magazyn w jednym wielofunkcyjnym układzie.

Z mojego doświadczenia na planach – to brzmi boleśnie znajomo. Wystarczy porządna ulewa, mgła albo śnieżyca, żeby cała scenografia się rozjechała, a operator kamery zaczął pytać, czy to jest jeszcze dzień, czy już nie. Kosmos to taka ulewa, tylko permanentna i bez szansy na przeczekanie.

Glony zamiast powietrza, lód zamiast cegły

Polska spółka Extremo Technologies, której CEO jest architekt Wiktoria Dziaduła, projektuje systemy podtrzymywania życia oparte na mikroglonach. Ich eksperyment poleciał na Międzynarodową Stację Kosmiczną ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim. W bazach księżycowych i marsjańskich kluczowe staje się zabezpieczenie przed promieniowaniem kosmicznym i meteorytami, a materiały trzeba nieraz wymyślać od zera. Stąd druk 3D z lodu i regolitu, modułowa zabudowa i przestrzenie wielofunkcyjne, o których ziemscy architekci mogą tylko pomarzyć.

I tu jest pointa dla każdego, kto stawia lampy w ogrodzie albo przy elewacji: architektura kosmiczna to nasze problemy, tylko przeskalowane. U nas – deszcz, mróz, pył, wilgoć, kret podkopujący kabel. Tam – próżnia, radiacja, brak grawitacji. Zasada ta sama: albo projektujesz pod realne warunki, albo wszystko ci się rozsypie po pierwszym sezonie.

Co z tego zostaje dla oświetlenia ogrodu

Nie planujemy montować reflektorów w Lunar Gateway – jeszcze nie. Ale trzy rzeczy warto sobie przepuścić przez głowę, zanim kupisz kolejny zestaw lamp.

Wielofunkcyjność zamiast sztywnego podziału. Jeśli planujesz oświetlenie elewacji, ogrodu i tarasu jednym systemem, myśl o nim jak o module I Hab: niech jedna powierzchnia robi kilka robot. Ściana, która jest jednocześnie ekranem świetlnym i drogowskazem. Kinkiet, który doświetla ganek, ale i wyznacza wejście po zmroku.

Prowizorka zabija powoli. Kosmiczni architekci nie mogą sobie pozwolić na „jakoś to będzie", bo stawką jest ludzkie życie. W ogrodzie stawka jest niższa, ale mechanizm identyczny: planujesz pod realne warunki – zamarzanie, wilgoć, owady w oprawie, dzieciaki kopiące kabel – albo przyjdzie pierwsza zima i będziesz liczył straty w wymianie.

Kontrast zamiast zalewania światłem. W przestrzeni kosmicznej brak atmosfery oznacza, że każdy cień jest ostry jak brzytwa. Na Ziemi mamy ten luksus, że powietrze rozprasza, łagodzi, koloryzuje. Warto z tego korzystać świadomie – zamiast lać wszystko reflektorem po 300 W, postaw na kontrast: jedno mocne źródło, reszta w cieniu. Efekt będzie trzy razy mocniejszy, a rachunek za prąd trzy razy niższy.

Kosmos przypomina nam brutalnie, że architektura i światło to nie gładki podręcznik – to ciągła walka z żywiołem. Różnica tylko taka, że u nas ten żywioł jest lokalny i sezonowy.